Ku naddunajskiej przygodzie. Praga. Początek

I stało się! Nadszedł w końcu tak długo oczekiwany czas urlopu. Wakacji, których nie można wszak spędzić inaczej, niż na dwóch kółkach.
Kilkumiesięczne oczekiwanie na datę, w której będziemy mogli ruszyć na szlak Green Velo (o ścisłym planowaniu nie było tu mowy),  przeobraziło się w trymiga w zupełnie inną bajkę. Polska wschodnia została na marginesie i to nie tylko tym geograficznym. Czytaj dalej Ku naddunajskiej przygodzie. Praga. Początek

Reklamy

Ordnung muss sein. Niemiecki porządek i (nie)gościnność

Był rok 2013 kiedy w moje ręce trafił nowiusieńki, pachnący fabryką rower! Broniłam się przed tym zacnym gestem obdarowania mnie funkiel nówka jednośladem. Nie miałam bowiem nic za złe mojemu „góralowi” z lat 90-tych.  Gdy każda wycieczka zaczęła rodzić kolejną, kilkanaście kilometrów zastępowało kilkadziesiąt, aż w końcu jeden rowerowy dzień przeobraził się w pierwszy rowerowy weekend przestałam protestować. Kiedy już przełamałam pierwsze lody, a mój nowy jednoślad został dotarty na okolicznych szlakach, przyszedł czas ruszyć za miedzę. Nach Berlin, drodzy Państwo! Jedziemy na Berlin! Czytaj dalej Ordnung muss sein. Niemiecki porządek i (nie)gościnność

OstrowerFest. Z miłości do roweru.

Kiedy spotykasz na swojej drodze ludzi z pasją podobną do Twojej, nagle wszystko się zatrzymuje. Czas i przestrzeń przestają istnieć, a pozostaje tylko to co między Wami. I nawet jeśli ów ludzie byli Ci dotąd zupełnie obcy wspólna pasja sprawia, że nie ma między Wami żadnych granic. Jedno spotkanie, jedna rozmowa i płyniesz niesiony na fali wspólnych zainteresowań. Jesteś narratorem i jesteś słuchaczem. Mówisz i czekasz, co do powiedzenia mają inni. Bo Oni są tacy jak Ty. Bo patrząc na nich widzisz swoje odbicie. Czasami Ty jesteś dla kogoś lustrem. A niekiedy czujesz się nawet mentorem.

Czytaj dalej OstrowerFest. Z miłości do roweru.

Pośród kwitnących jabłoni. Drogami Wyżyny Sandomierskiej.

To była zbyt krótka droga. Droga, która zawsze wygląda inaczej. Wiosną z różanym rumieńcem kwiecistych jabłoni. Raz po raz przeplatana białym suknem kwitnącej wiśni. Droga wokół której trawa jest soczysta jak utkany dywan zielony z wplecionym ornamentem kwiatów mniszka.  Czytaj dalej Pośród kwitnących jabłoni. Drogami Wyżyny Sandomierskiej.

Winny Sandomierz

1 maja. Godzina 9.00. Cała klasa z biało czerwoną chorągiewką w ręku ustawiona już na baczność albo przynajmniej w zwartym szeregu na Placu Wolności, gotowa do uczestnictwa w obchodach pierwszomajowych. Na płycie placu tłum. Każdy z powiewającą na wietrze miniaturką flagi albo przynajmniej goździkiem barwy biało czerwonej z przewagą tej drugiej. Z głośników wydobywa się głos przedstawicieli władz miasta, którzy zajmują trybuny honorowe. Jest gwarnie, kolorowo, wesoło. Przynajmniej z pozoru. Nie bardzo rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi ale „zachęceni” przez ciało pedagogiczne wszyscy celebrujemy zacne Święto Pracy! Nawet my, dzieci. Obecność niby dobrowolna, a jednak obowiązkowa. Ruszamy naprzód, ku chwale socjalistycznej ojczyzny! Czytaj dalej Winny Sandomierz

Weekendowe last minute. Pomysłów kilka na majówkę w świętokrzyskim

Weekend majowy, to czas pospolitego ruszenia gdzieś. To „gdzieś” nie zawsze jest dalekie. Czasami to dłuższa wyrypa, niekiedy tylko wypad za miasto. „Majówka” dla jednych to kilka dni laby i resetu, dla innych tylko nic nie znaczące dwa dni wolnego, które nie zawsze mają ochotę celebrować. Tak czy siak, czerwona kartka w kalendarzu 1 i 3 maja zobowiązuje. I masz dwa wyjścia. Albo wyjeżdżasz, albo wypychasz lodówkę po brzegi kiełbachą i mięsiwem, tudzież napojami wyskokowymi, by świętować weekend majowy dzierżąc w dłoni grillowe sztućce. Jak na Polaka przystało! Czytaj dalej Weekendowe last minute. Pomysłów kilka na majówkę w świętokrzyskim

Sposób na udaną majówkę. Z Ostrowca do Sandomierza przez ziemie staszowskie.

Rozkwita zielenią maj, słońce muska nasze twarze ciepłym promieniem, a my rysujemy w głowie mapę naszej majówki. To przecież najpiękniejszy miesiąc na przygodę z rowerem pośród zieleni lasów, cichego szumu wód międzyleśnych jezior, strzelających pąkami kwiecia sadów. Przez ciche wioski, malownicze krajobrazy, drogami wśród bezkresnych pól, nad którymi wraz z mgłą unosi się echem dźwięk kościelnego dzwonu… W towarzystwie niewypowiadanej dobroduszności mijanych ludzi, z ich życzliwością, uśmiechem i Bóg z Wami  na drogę. Czytaj dalej Sposób na udaną majówkę. Z Ostrowca do Sandomierza przez ziemie staszowskie.

Wybrzeże na rowerze. Trasa w sam raz dla żółtodziobów cz.2

Jesteś już z rowerem za pan brat. Wykręciłeś już na dwóch kółkach kilkaset a może i kilka tysięcy kilometrów ale ciągle Ci mało? Chcesz czegoś więcej niż tylko jednodniowe czy weekendowe wypady? Masz nieodpartą chęć ruszyć przed siebie ale masz obawy czy podołasz? Potrzeba Ci szlaku trochę dzikiego ale też nie nadto oddalonego od świata cywilizacji? Takiego na którym poczujesz się trochę samotnie ale też bezpiecznie wiedząc, że w promieniu kilku, co najwyżej kilkunastu kilometrów życie toczy się swoim tempem. I w każdej chwili możesz mieć swój come back  do tego świata dobrodziejstwa czasów współczesnych? Czytaj dalej Wybrzeże na rowerze. Trasa w sam raz dla żółtodziobów cz.2

Wybrzeże na rowerze. Trasa w sam raz dla żółtodziobów. cz. 1

Jest rok 2014. Czerwiec. Za mną już pierwsze krótkie rowerowe wypady, które rozochociły mnie do dalszych wojaży.  Wyjazdów na dłużej i dalej. Od roku jestem też szczęśliwą właścicielką roweru, który aż się prosi o dotarcie go so far away. Zbliża się Boże Ciało. Jak wszystkim wiadomo święto ruchome jeśli chodzi o datę, ale stałe jeśli chodzi o dzień w jaki przypada. Czwartek jest dobrym dniem na święto, które wplecie się pięknie w urlop. Połowa czerwca jest dobrym miesiącem  na rowerowe wakacje, bo rok szkolny jeszcze trwa więc nie narażamy się na rzesze kolonijnych grup, zielonych szkół i urlopujące ciało pedagogiczne. Polskie wybrzeże zdaje się być idealnym wyborem dla żółtodziobów turystyki rowerowej takich jak my. Czy nasza wyprawa to potwierdzi? Czytaj dalej 🙂 Czytaj dalej Wybrzeże na rowerze. Trasa w sam raz dla żółtodziobów. cz. 1

Jak nie pod wiatr, to pod górę. Ot świętokrzyskie w swojej krasie.

Pod górę i pod wiatr. Taką wybraliśmy drogę na naszą ostatnią rowerową jazdę. Kiedy prognozy trąbiły o halnym w górach, zaufana aplikacja pogodowa wskazywała, że pośród blokowisk mojego miasta wiatr hula z prędkością 25 km/h w porywach do 40. Ale o tym jeszcze nie wiedziałam, kiedy tuż po 8 w niedzielny poranek obudził mnie dźwięk sms-owego dzwonka. Czytaj dalej Jak nie pod wiatr, to pod górę. Ot świętokrzyskie w swojej krasie.