Ordnung muss sein. Niemiecki porządek i (nie)gościnność

Był rok 2013 kiedy w moje ręce trafił nowiusieńki, pachnący fabryką rower! Broniłam się przed tym zacnym gestem obdarowania mnie funkiel nówka jednośladem. Nie miałam bowiem nic za złe mojemu „góralowi” z lat 90-tych.  Gdy każda wycieczka zaczęła rodzić kolejną, kilkanaście kilometrów zastępowało kilkadziesiąt, aż w końcu jeden rowerowy dzień przeobraził się w pierwszy rowerowy weekend przestałam protestować. Kiedy już przełamałam pierwsze lody, a mój nowy jednoślad został dotarty na okolicznych szlakach, przyszedł czas ruszyć za miedzę. Nach Berlin, drodzy Państwo! Jedziemy na Berlin! Czytaj dalej Ordnung muss sein. Niemiecki porządek i (nie)gościnność

Reklamy

Dolina Baryczy

Nastąpiła jakaś stagnacja. Karta kalendarza wskazywała nadciągający koniec czerwca. Gdyby pierwotne wakacyjne plany wypaliły, bylibyśmy w połowie naszej urlopowej wyprawy. Okoliczności różne sprawiły, że byliśmy nadal w domu. I co prawda z przeorganizowanym już pomysłem na termin i cel wakacyjnych wojaży ale ciągle z zerowym dorobkiem letnich wyjazdów weekendowych (nie licząc majówki No.1 i każdego z 3 dni majówki No.2 Warszawa, j. Zegrzyńskie, Kampinos). Czytaj dalej Dolina Baryczy

Ślady żelaznych fabryk na rzece Kamiennej. Brody i Nietulisko Fabryczne

Słońce początku lata nie daje siedzieć próżno w domu. I nawet gdy nie ma większego planu, gdy nie ma w perspektywie weekendowego wypadu, gdy nowy tydzień zbliża się wielkimi krokami, warto zebrać swój zad na rower. Bo bliska nam okolica wcale nie jest tak oczywista. A z niedzielnej przejażdżki można czerpać nie tylko radochę ale i nową naukę. Miejsca nie raz widziane potrafią zaskoczyć, gdy przyjrzymy im się z bliska. I człowiek uczy się na nowo swojej okolicy. Zapraszam Was zatem na lekcję o żelaznych fabrykach na świętokrzyskiej ziemi. Czytaj dalej Ślady żelaznych fabryk na rzece Kamiennej. Brody i Nietulisko Fabryczne

Green Velo – informacje praktyczne

Przyszło lato, wakacje a z nimi szał ciał na rowerowe wyjazdy nie tylko weekendowe. Osławione Green Velo zapewne przeżywa prawdziwy najazd, o czym świadczy ilość otrzymywanych od Was pytań dotyczących szlaku. Postanowiłam więc zebrać w jedno miejsce garść odpowiedzi na zagwozdki, które  najbardziej Was nurtują. Oczywiście indywidualnie pytać możecie dalej 🙂 Czytaj dalej Green Velo – informacje praktyczne

Wybrzeże na rowerze. Trasa w sam raz dla żółtodziobów cz.2

Jesteś już z rowerem za pan brat. Wykręciłeś już na dwóch kółkach kilkaset a może i kilka tysięcy kilometrów ale ciągle Ci mało? Chcesz czegoś więcej niż tylko jednodniowe czy weekendowe wypady? Masz nieodpartą chęć ruszyć przed siebie ale masz obawy czy podołasz? Potrzeba Ci szlaku trochę dzikiego ale też nie nadto oddalonego od świata cywilizacji? Takiego na którym poczujesz się trochę samotnie ale też bezpiecznie wiedząc, że w promieniu kilku, co najwyżej kilkunastu kilometrów życie toczy się swoim tempem. I w każdej chwili możesz mieć swój come back  do tego świata dobrodziejstwa czasów współczesnych? Czytaj dalej Wybrzeże na rowerze. Trasa w sam raz dla żółtodziobów cz.2

Wybrzeże na rowerze. Trasa w sam raz dla żółtodziobów. cz. 1

Jest rok 2014. Czerwiec. Za mną już pierwsze krótkie rowerowe wypady, które rozochociły mnie do dalszych wojaży.  Wyjazdów na dłużej i dalej. Od roku jestem też szczęśliwą właścicielką roweru, który aż się prosi o dotarcie go so far away. Zbliża się Boże Ciało. Jak wszystkim wiadomo święto ruchome jeśli chodzi o datę, ale stałe jeśli chodzi o dzień w jaki przypada. Czwartek jest dobrym dniem na święto, które wplecie się pięknie w urlop. Połowa czerwca jest dobrym miesiącem  na rowerowe wakacje, bo rok szkolny jeszcze trwa więc nie narażamy się na rzesze kolonijnych grup, zielonych szkół i urlopujące ciało pedagogiczne. Polskie wybrzeże zdaje się być idealnym wyborem dla żółtodziobów turystyki rowerowej takich jak my. Czy nasza wyprawa to potwierdzi? Czytaj dalej 🙂 Czytaj dalej Wybrzeże na rowerze. Trasa w sam raz dla żółtodziobów. cz. 1

Jak nie pod wiatr, to pod górę. Ot świętokrzyskie w swojej krasie.

Pod górę i pod wiatr. Taką wybraliśmy drogę na naszą ostatnią rowerową jazdę. Kiedy prognozy trąbiły o halnym w górach, zaufana aplikacja pogodowa wskazywała, że pośród blokowisk mojego miasta wiatr hula z prędkością 25 km/h w porywach do 40. Ale o tym jeszcze nie wiedziałam, kiedy tuż po 8 w niedzielny poranek obudził mnie dźwięk sms-owego dzwonka. Czytaj dalej Jak nie pod wiatr, to pod górę. Ot świętokrzyskie w swojej krasie.

Jedno popołudnie, cztery gminy, a motyw przewodni to las

Grudniowa aura roku już ubiegłego, w niczym nie przypominała grudniowego klimatu. Wręcz przeciwnie. Odnieść można był wrażenie, że bliżej nam do wiosny, aniżeli dopiero co rozpoczętej kalendarzowej zimy. Trochę szkoda, bo osobiście wyznaję zasadę, że w zimie powinno być zimno, mroźno i śnieżnie. Wtedy bardziej cieszy nas nadejście wiosny. Przedwiośnie, które w odpowiednim czasie, delikatnie i powoli odsłania swoje uroki, przyzwyczaja z dnia na dzień do coraz wyższej temperatury otoczenia, muska coraz cieplejszymi promieniami słońca, pozwala bez żalu pozostawić za sobą zimę. A tak, cieszymy się niby z tego „zimowego” ciepłego powietrza, które tak naprawdę nie jest w tym okresie dobre ani dla nas, ani dla przyrody, czekając w głębi serca z utęsknieniem na tą prawdziwą zimę. Ale skoro zima nie przyszła na czas, nie mając wpływu na aurę, ale mając wpływ na to, jak grudniowy dzień wykorzystać w pełni, w którym termometr wskazywał ok. 15 stopni C, postanowiliśmy zrobić rowerową przejażdżkę po okolicach naszego miasta. Czytaj dalej Jedno popołudnie, cztery gminy, a motyw przewodni to las

Rowerem przez Góry Pieprzowe

Góry Pieprzowe, mimo swej nazwy, to nie wysokie na tysiące czy choćby setki metrów pasma górskie, a niewielkie wzgórza na krawędzi Wyżyny Sandomierskiej osiągające wysokość bezwzględną niespełna 200 m n.p.m. Góry Pieprzowe zwane także Pieprzówkami rozciągają się na kilkukilometrowym odcinku w okolicach Sandomierza, pomiędzy wsiami Kamień Nowy i Kamień Plebański. Obszar Gór Pieprzowych stanowi wysoką krawędź doliny Wisły, poza którą ciągnie się lekko falista równina, opadająca łagodnie ku południowemu wschodowi. Całość tworzy łagodnie wygięty łuk, skierowany swą wypukłością na południe. Czytaj dalej Rowerem przez Góry Pieprzowe

Czasem w słońcu, czasem w śniegu. Rower na niedzielne drugie śniadanie.

Wczorajszy dość intensywny opad śniegu nie zwiastował tego, ze dzisiaj mój rower ujrzy światło dzienne. Wracając późnym wieczorem z towarzyskiej nasiadówki brodziłam w białym puchu, po którym dzisiaj rano nie było już śladu, przynajmniej na miejskich chodnikach. Niedzielne słońce promieniejące od świtu było przyczynkiem do zerwania się na nogi i porwania na rowerową przejażdżkę. A co? Czy tylko trzy pory roku w postaci wiosny, lata i złotej pięknej jesieni są odpowiednie na rower? Nie! Każda aura jest dobra, przy odrobinie chęci, samozaparcia i właściwego ubioru. Z naszej dwójki, chęci i samozaparcie dzisiaj były tylko ze mną. Tak też odziałam się nieco cieplej niż zwykle, odkopałam z piwnicznego miszmaszu mojego crossa i pojechałam przed siebie. Czytaj dalej Czasem w słońcu, czasem w śniegu. Rower na niedzielne drugie śniadanie.