Green Velo w praktyce

Nasza wyprawa Wschodnim Szlakiem Rowerowym zakończona. Przejechaliśmy nieco ponad 1 100 km rozpoczynając przygodę w Gdańsku. Zanim jednak napiszę o samej wyprawie, to parę słów o szlaku Green Velo, który był celem i wyznacznikiem naszej podróży.
Każdy kto choć trochę interesuje się turystyką rowerową z pewnością słyszał o wielkim projekcie jakim jest Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo, przebiegający przez pięć województw naszego pięknego kraju. A jeśli nawet niespecjalnie interesuje nas rower i około rowerowe sprawy, to i tak pewnie zasłyszeliśmy o projekcie Green Velo, bo promocja szlaku owszem, nie byle jaka. Wszystkie media od kilku miesięcy promują szlak i atrakcje, jakie możemy spotkać na jego trasie. A atrakcji szlak przysporzył nam nie mało, i to nie tylko tych, które miały przyciągać rowerowych turystów.  Ja sama skusiłam się już teraz na wyprawę śladami Green Velo, gdyż miała być to oferta wyjątkowa i nieprzeciętna. Zmodernizowane, a także nowe ścieżki rowerowe sprzyjające rodzinnemu podróżowaniu, liczne miejsca  odpoczynku rowerzystów , miejsca obsługi rowerzystów, walory przyrodnicze na szlaku itd., itp.  W telewizyjnych programach gorąco zachęcano i zapraszano na tegoroczne wakacje na szlak , zapewniając o jego atrakcyjności i wygodzie. A jak było w praktyce?

Na naszą wyprawę zaopatrzyliśmy się w Mapy Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo w skali 1:200 000 dla każdego województwa i zakładaliśmy poruszać się zgodnie z jego śladem. Jako, że szlak zaczyna się w miejscowości Kępiny Wielkie w okolicach Elbląga, my jadąc od Gdańska kierowaliśmy się dokładnie na tę miejscowość. Niestety oznaczenia szlaku nie ujrzeliśmy w terenie. Dopiero drugiego dnia podróży udało nam się przejechać krótkim odcinkiem oznaczonego szlaku o wyremontowanej nawierzchni. I tak mijał każdy dzień podróży w województwie warmińsko-mazurskim. Nieoznakowana trasa przeplatała się ze świeżutkimi odcinkami oznakowanymi, o dobrze przygotowanej nawierzchni asfaltowej bądź szutrowej. Choć te potrafiły kończyć się nagle urwiskiem. Na Warmii mogliśmy też odpocząć w specjalnie do tego przygotowanych miejscach tzw. MOR-ach


Inaczej sprawa się miała w województwie podlaskim. Tutaj szlak Green Velo póki co istnieje tylko na mapie. W ogóle Podlasie dało nam się we znaki z uwagi na brak dróg o utwardzonej nawierzchni. Każda droga, o ile nie była to droga krajowa lub wojewódzka, to droga szutrowa, żwirowo-piaszczysta albo piaszczysta. Jazda takimi drogami, obciążonym sakwami i całym ekwipunkiem rowerem, nie należy do łatwych i przyjemnych, szczególnie gdy ma się już kilkaset kilometrów w nogach.  Nie wiem, jak włodarze województwa podlaskiego zamierzają realizować projekt Green Velo, gdyż tutaj zgodnie z mapą prowadzi on po takich właśnie nieutwardzonych drogach. Czy odcinki te zostaną przystosowane dla turystów sakwiarzy? Nie sądzę, biorąc pod uwagę obecną tu infrastrukturę drogową. My po kilku podjętych próbach jazdy bocznymi drogami, które psuły nam całą przyjemność podróżowania i były powodem gęstniejącej między nami atmosfery, zdecydowaliśmy, że województwo podlaskie pokonamy tylko i wyłącznie drogami wojewódzkimi. I może ominęliśmy kilka miejsc przyrodniczo i kulturowo atrakcyjnych, ale nie porzuciliśmy w połowie drogi całej wyprawy, co czasem już zaprzątało nasze myśli. Ruch na drogach wojewódzkich nie przysporzył nam kłopotów i był na tyle niski, że pozwolił nam cieszyć się jazdą i zapachem puszczy. Podlasie jest piękne i warto pomykać tutejszym szutrem ale weekendowo, na luza, co najwyżej z kurtką od deszczu i kanapką w sakwie.
Województwo lubelskie to znowu trochę inna bajka. Nie bez kozery kilka dni temu wpadł mi w ręce  tekst, że szlak Green Velo jest już tutaj w 80% oznakowany. I tak rzeczywiście było.
Po przekroczeniu Bugu ujrzeliśmy charakterystyczne pomarańczowe tabliczki ze swoistym logo i określonym kilometrażem do najbliższych ośrodków miejskich. Lubelskie wsie i wioski mogą też poszczycić się asfaltem.  Fakt faktem wątpliwej jakości, ale zawsze to droga utwardzona! Tutaj mapa praktycznie nie była nam potrzebna. Szlak, tam gdzie jest oznakowany, jest bardzo dobrze oznakowany i nie sposób się zgubić, także przejeżdżając przez miasta. Lubelską część Green Velo przemierzyliśmy do Chełma, gdzie zakończyliśmy naszą przygodę ze Wschodnim Szlakiem Rowerowym. I mimo, że Green Velo przebiega w tej części lubelskiego głównie drogami wojewódzkimi, nie ma się co obawiać ruchu samochodowego. Jest on bowiem tutaj tak niewielki, że ilość mijających nas w ciągu dnia samochodów możemy policzyć na palcach jednej ręki. Podobnie jest zresztą z ilością mijanych wiosek i sklepów. Zatem dobrze się na tym odcinku trasy zaopatrzyć w większe ilości wody i jedzenia. Z kolei tam, gdzie witała nas cywilizacja i nieco wzmożony ruch samochodowy, prowadziły nas już nowiutkie ścieżki rowerowe, o nawierzchni dużo lepszej niż droga wojewódzka, przy której przebiegały. Brakowało nam natomiast miejsc odpoczynku rowerzystów, które w otwartych przestrzeniach pól, gdzie brakowało cienia, byłyby zbawienne na trasie. Możemy jednak potwierdzić, że te są w budowie i pewnie za kilka tygodni będą cieszyć swoją obecnością zmęczonych słońcem lub deszczem rowerzystów.

Stojaki przy MOR
Stojaki przy MOR

Ściana wschodnia zawsze przyciągała rowerowych turystów. Ślad rowerowych podróżników prowadził często tymi samymi drogami, którymi wyznaczono Green Velo. Czy dzięki projektowi region ten stanie się bardziej atrakcyjny? Kampania reklamowa Green Velo przyniosła oczekiwany rezultat i zachęciła rowerzystów do wyboru tego właśnie kierunku. Świadczą o tym spotkani w trasie rowerowi turyści, którzy podobnie jak my, chcieli doświadczyć wyjątkowości trasy fachowo przygotowanej. Praktyka jednak pokazała trochę co innego. Na dzień dzisiejszy, poruszanie się śladem Wschodniego Szlaku Rowerowego Green Velo jest nie do końca możliwe. A dlaczego? Dlatego, że często prowadzi on po terenie, który dopiero jest przygotowywany do prac budowlanych, a jego przejezdność na dzień dzisiejszy jest żadna.Jakość istniejących dróg też pozostawia wiele do życzenia.

Odcinek szlaku Green Velo w budowie
Odcinek szlaku Green Velo w budowie

Rodzinne podróżowanie z rowerową przyczepką z dzieckiem w środku, owszem tak, ale tylko tam gdzie istnieją ścieżki rowerowe. A więc co najwyżej weekendowa przejażdżka. Może zatem nieco przedwczesne to zapraszanie na szlak?
Ścianę wschodnią polecam jednak każdemu! I można to zrobić w każdym czasie, wyznaczając na mapie trasę według własnego pomysłu. Green Velo zaś, w moim odczuciu, na chwilę obecną może bardziej rozczarować niż zachęcić. Ale kiedy cały projekt zostanie ukończony, Green Velo będzie z pewnością szlakiem, na którym swoje wakacje powinien spędzić każdy zapalony rowerowy turysta 🙂

Ja też nie zamierzam poprzestać w miejscu, w którym zakończyłam tegoroczną przygodę ze  Wschodnim Szlakiem Rowerowym Green Velo 🙂

Potrzebujesz więcej informacji na temat szlaku Green Velo, zajrzyj po garść praktycznej wiedzy o Green Velo

Łańcucha przygód i atrakcji!

Basia

Advertisements

40 myśli na temat “Green Velo w praktyce”

  1. Hé hé ! Quant à moi je suis &qost;aosistante&quut;, sinon ça ferait trop comprendre à nos interlocuteurs qu’il y a décidément énormément de stagiaires dans la boite..?

    Lubię to

  2. Jestem w pociągu do Rzeszowa i dalej rowerem na gren velo. Jestem ciekawy jak będzie jazda przez około 8 dni przebiegała. Całkowita moja improwizacja bez szczegółowych planów. Jak daleko zajade? Zobaczymy .

    Lubię to

  3. Witam . Za tydzień wybieram się szlakiem od Rzeszowa do Przemyśla z powrotem do Rzeszowa. Warto? Jak z oznakowaniem tras? Strona Green Velo nie podpowiada za dużo:(. Będę wdzięczna

    Lubię to

  4. Witam wszystkich green velow-ców:))…wraz z Kolega pokonaliśmy GV na odcinku Końskie woj.świętokrzyskie, do Rzeszowa woj. podkarpackie,a więc można powiedzieć od końca:)…Na pewno brawa za sam pomysł, natomiast co do wykonania…hmmm…początek zapowiada się nieźle: dobre oznakowanie(nawet bym powiedział za częste),ciekawe krajobrazy,dobra nawierzchnia…niestety im dalej „w las” tym gorzej:(…w woj. podkarpackim duzo gorsze oznakowanie, do tego stopnia,że w Rudniku n.Sanem łatwo można sie pogubić i wjechać na drogę 77. Na całej trasie zdarzają się różnice w oznaczeniu odległości km na mapie(mapa wydawana przez GV),a w rzeczywistości np. Sandomierz-Leżajsk wg.mapy 92km,w rzeczywistości 110km. Chyba nie o to chodziło w GV by jechać przy głównej drodze,a tak jest praktycznie na całym odcinku Sandomierz-Leżajsk!MOR-y maja być ustawiane średnio co 9km,a w praktyce wygląda to tak,że w Łańcucie w krótkich odległościach są 3, a później na 20km ,aż do Rzeszowa ani jednego. MOR-a w m. Pysznica woj.podkarpackie nie ma w ogóle( została jedynie tabliczka!).Niektóre MOR-y zamiast władnych miejscach danej miejscowości są na ich obrzeżach np. Ulanów. Na całym odcinku bardzo słaba baza noclegowo-restauracyjna( tylko w dużych ośrodkach-miastach można się gdzieś zatrzymać). Ogólnie byliśmy rozczarowani bo pięknych widoków z TV na szlaku GV na prawdę niewiele,a skoro mamy z nich zbaczać to można równie dobrze jechać na innych mapach topograficznych! Ale przecież najważniejsza jest jazda na rowerze:)) …i mamy zamiar w przyszłym roku jechać dalej w kierunku na Przemyśl. Pozdrawiamy z Zagłębia Śląsko- Dabrowskiego Piotr i Robert

    Lubię to

    1. Dzięki za ten komentarz 🙂 Województwo świętokrzyskie i podkarpackie czeka na mnie w tym roku, więc mam już ogląd czego się spodziewać. Chcę się uporać z GV już tylko dla zasady, bo oczekiwania były nieco inne :/ A mapy GV pozostawiają wiele do życzenia. Nieczytelne, raczej traktować je trzeba, jako poglądowe. Pozdrawiam i życzę samych dobrych wrażeń 🙂

      Lubię to

      1. Akurat z Kielc do Sandomierza szlak jest ok. Co prawda lekko mnie irytowały znaki ze strzałkami w prawo/lewo na zakrętach, szczególnie gdy za zakrętem była możliwość odbicia w jakąś boczną dróżynkę. Nie znam tych terenów, więc nie wiem jak się ma poprowadzona trasa do terenów sąsiadujących (czy gdzieś nie jest ciekawiej), ale generalnie jechało się całkiem miło. Z dzieciakami było bezpiecznie, na żadnym z odcinków nie było jazdy z dużym bądź umiarkowanym ruchem samochodowym.
        A co do usilnego trzymania się wizji przejechania całości GV, to bym sobie odpuścił, no chyba że dla sportu i wyrobienia sobie całościowej opinii. Mi by jednak szkoda było czasu – tyle fajnych miejsc i tras w PL. 🙂

        Lubię to

        1. Cieszy mnie, że nie grzmią i nie biją piorunami na szlak GV na mej świętokrzyskiej ziemi 🙂 A co do przejechania całości może to i lipny pomysł, ale ciekawość i chęć domknięcia sprawy korci…

          Lubię to

    2. Uzupełniając i podsumowując wypowiedź kolegi. Województwo Świętokrzyskie oznakowane super. Jedno miejsce w Kielcach gdzie można się pogubić (jadąc w kierunku Borków, Raków) znajduje się w okolicach Kieleckiej Castoramy, wypadając spod mostka intuicyjnie rowerzysta jedzie ścieżką ułożoną z kostki w lewo, a trzeba jechać asfaltową ścieżką w prawo – brak oznakowania. Widać jednak, że ludność obyta z turystyką rowerową, ścieżki przejezdne nie zdewastowane.
      Nie mogę tego napisać natomiast o mieszkańcach Podkarpacia. Przynajmniej tej części, którą przejechaliśmy. Wydaje im się że ścieżka rowerowa biegnąca równolegle do jezdni to jest miejsce parkingowe, nagminnie parkują na niej różne pojazdy (samochody, koparki) w taki sposób, że nie ma możliwości, nawet przy dobrej woli, przeszkody ominąć. Kolega Piotr przez ten bandycki proceder zósemkował sobie koło ponieważ był zmuszony przejechać przez kanał melioracyjny aby uniknąć kolizji. Trasa oznakowana jest tu już bardzo oszczędnie, a jeszcze miejscowi dwcipnisie i wandale albo poodwracali tabliczki albo je ukradli i stoją same słupki. O błędach w rozmieszczeniu i wyposażeniu MOR już Piotr pisał ale mam jeszcze jedną uwagę. Panowie projektanci!! projektujcie MOR-y na górkach, a nie w dołkach. Zawsze cyklista woli się z górki rozpędzić i siłą rozpędu trochę zniwelować trudy podjazdu, wspiąć się na górę i tam odpocząć niż odpoczywać w dołku, a potem od zera startować po górę. Robert i Piotr

      Lubię to

      1. Dzięki za uzupełnienie 🙂 Za Wami odcinek, który dopiero przede mną. Wskazówki zatem cenne. Już niebawem będę miała okazję przekonać się sama, co nam oferuje szlak w południowej jego części 🙂 Minął rok, oficjalnie projekt zakończono ale szału nadal ni ma 😉

        Lubię to

        1. Basiu, czy Twoja wyprawa kolejną częścią szlaku doszła do skutku? Zastanawia mnie na jakim etapie rozbudowy szlak był w zeszłym sezonie. Przymierzam się do kilkudniowej wyprawy tego lata i jestem bardzo ciekawa w którą, dobrą czy złą stronę to wszystko podąża?

          Lubię to

          1. Niestety jakoś mi nie po drodze na dalszą część GV 🙂 Jednak czytając opinie innych, nie ma się co nastawiać na hiper, super infrastrukturę szlaku. Na pewno jest ukończony a oznakowanie będzie prowadzić nas raz po polnych duktach, raz po ścieżkach, a nieraz po szosach 🙂 Polska jest piękna i warto ją odkrywać, nawet jeśli nie prowadzą nas przez nią gładkie ścieżki asfaltowe. A może właśnie dlatego? Pozdrawiam i życzę udanych wojaży!

            Lubię to

          2. Dziękuję za odpowiedź. Nie zniechęcamy się wcale, jesteśmy gotowi na przygodę. Pozdrawiam serdecznie 😊

            Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s