OstrowerFest. Z miłości do roweru.

Kiedy spotykasz na swojej drodze ludzi z pasją podobną do Twojej, nagle wszystko się zatrzymuje. Czas i przestrzeń przestają istnieć, a pozostaje tylko to co między Wami. I nawet jeśli ów ludzie byli Ci dotąd zupełnie obcy wspólna pasja sprawia, że nie ma między Wami żadnych granic. Jedno spotkanie, jedna rozmowa i płyniesz niesiony na fali wspólnych zainteresowań. Jesteś narratorem i jesteś słuchaczem. Mówisz i czekasz, co do powiedzenia mają inni. Bo Oni są tacy jak Ty. Bo patrząc na nich widzisz swoje odbicie. Czasami Ty jesteś dla kogoś lustrem. A niekiedy czujesz się nawet mentorem.

Czytaj dalej OstrowerFest. Z miłości do roweru.

Pierwszy raz… Rowerowy kRaj i Rowerowy Ostrowiec w jednym teamie

Kiedy niektórzy jeszcze słodko spali w objęciach Morfeusza, ja szykowałam się na mój pierwszy raz. I nie chodzi wcale o miłosne doznania. Choć z miłością związane, tyle że z tą do roweru 😀 Czytaj dalej Pierwszy raz… Rowerowy kRaj i Rowerowy Ostrowiec w jednym teamie

TRInO – rodzinna impreza na orientację. TeRaz In Ostrowiec!

Masz dzień wolny, albo jest piękny ciepły letni wieczór. Kobita Ci marudzi, żebyś zajął się dziećmi. Ty pewnie wolałbyś jechać na ryby, pójść na grzyby, może nawet popedałować. Na rowerze rzecz jasna 🙂 No ale cóż! Rozwydrzone dzieciaki, rozgrymaszona żona. Rodzina zobowiązuje! Czytaj dalej TRInO – rodzinna impreza na orientację. TeRaz In Ostrowiec!

Orientuj się w terenie! TRInO –zabawa z mapą dla każdego

Jako dzieci bawiliśmy się w podchody. Ileż frajdy było, kiedy biegaliśmy po leśnych ścieżkach szukając rywali albo przed nimi uciekając. Na tym właśnie polegała gra. Jedna grupa ruszała wcześniej w teren, zostawiając drużynie przeciwnej wskazówki i ślady w postaci rysowanych na glebie lub układanych z patyków strzałek, zaczepianych na gałęziach wstążeczek w odpowiednim kolorze. W wersji dla zaawansowanych, po drodze należało jeszcze prawidłowo rozwiązać łamigłówki, prowadzące do miejsc, które należy odnaleźć. Nie wiem co było lepsze, czy bycie uciekinierem czy psem gończym. Jedno i drugie to była świetna zabawa, kupa śmiechu, mnóstwo ruchu i czadowych wrażeń. Czytaj dalej Orientuj się w terenie! TRInO –zabawa z mapą dla każdego

Leśnym duktem z Ostrowca do Bałtowa. Wiosennie i rodzinnie

Wreszcie nadszedł ten dzień! Dzień wolny, w którym słońce od godzin porannych zaglądało do okna, kiedy nie było większych obowiązków i kiedy w końcu mogłam wydobyć mój rower z piwnicznych ciemności. Nie było żadnego planu, bo właściwie byłam mentalnie przygotowana na deszczową niedzielę. Jakie więc było moje zaskoczenie, gdy rankiem jasna poświata biła po szybach okien, a słupek rtęci wskazywał 15 stopni C. To wystarczyło, by szybko opuścić pielesze, wsiąść na rower i ruszyć gdzieś przed siebie. Czytaj dalej Leśnym duktem z Ostrowca do Bałtowa. Wiosennie i rodzinnie

Sposób na udaną majówkę. Z Ostrowca do Sandomierza przez ziemie staszowskie.

Rozkwita zielenią maj, słońce muska nasze twarze ciepłym promieniem, a my rysujemy w głowie mapę naszej majówki. To przecież najpiękniejszy miesiąc na przygodę z rowerem pośród zieleni lasów, cichego szumu wód międzyleśnych jezior, strzelających pąkami kwiecia sadów. Przez ciche wioski, malownicze krajobrazy, drogami wśród bezkresnych pól, nad którymi wraz z mgłą unosi się echem dźwięk kościelnego dzwonu… W towarzystwie niewypowiadanej dobroduszności mijanych ludzi, z ich życzliwością, uśmiechem i Bóg z Wami  na drogę. Czytaj dalej Sposób na udaną majówkę. Z Ostrowca do Sandomierza przez ziemie staszowskie.

Sentymentalna podróż do krainy dzieciństwa. Szewna i Diabelski Kamień

Już był w ogródku, już witał się z gąską…
Od przekroczenia granic naszego miasta, dzieliła nas jedna wioska. Mogliśmy jechać spokojnie domykając naszą niedzielną rowerową pętlę, nie zbaczając już z wytyczonej trasy. A jednak w mojej głowie wydarzyło się coś, co sprawiło, że przygoda dopiero się zaczęła. Obrazki dzieciństwa łechtały wyobraźnię i nie było już mowy o zaniechaniu powrotu do miejsc beztroskich zabaw naszych lat szczenięcych. Czytaj dalej Sentymentalna podróż do krainy dzieciństwa. Szewna i Diabelski Kamień

Jak nie pod wiatr, to pod górę. Ot świętokrzyskie w swojej krasie.

Pod górę i pod wiatr. Taką wybraliśmy drogę na naszą ostatnią rowerową jazdę. Kiedy prognozy trąbiły o halnym w górach, zaufana aplikacja pogodowa wskazywała, że pośród blokowisk mojego miasta wiatr hula z prędkością 25 km/h w porywach do 40. Ale o tym jeszcze nie wiedziałam, kiedy tuż po 8 w niedzielny poranek obudził mnie dźwięk sms-owego dzwonka. Czytaj dalej Jak nie pod wiatr, to pod górę. Ot świętokrzyskie w swojej krasie.

Jedno popołudnie, cztery gminy, a motyw przewodni to las

Grudniowa aura roku już ubiegłego, w niczym nie przypominała grudniowego klimatu. Wręcz przeciwnie. Odnieść można był wrażenie, że bliżej nam do wiosny, aniżeli dopiero co rozpoczętej kalendarzowej zimy. Trochę szkoda, bo osobiście wyznaję zasadę, że w zimie powinno być zimno, mroźno i śnieżnie. Wtedy bardziej cieszy nas nadejście wiosny. Przedwiośnie, które w odpowiednim czasie, delikatnie i powoli odsłania swoje uroki, przyzwyczaja z dnia na dzień do coraz wyższej temperatury otoczenia, muska coraz cieplejszymi promieniami słońca, pozwala bez żalu pozostawić za sobą zimę. A tak, cieszymy się niby z tego „zimowego” ciepłego powietrza, które tak naprawdę nie jest w tym okresie dobre ani dla nas, ani dla przyrody, czekając w głębi serca z utęsknieniem na tą prawdziwą zimę. Ale skoro zima nie przyszła na czas, nie mając wpływu na aurę, ale mając wpływ na to, jak grudniowy dzień wykorzystać w pełni, w którym termometr wskazywał ok. 15 stopni C, postanowiliśmy zrobić rowerową przejażdżkę po okolicach naszego miasta. Czytaj dalej Jedno popołudnie, cztery gminy, a motyw przewodni to las

Czasem w słońcu, czasem w śniegu. Rower na niedzielne drugie śniadanie.

Wczorajszy dość intensywny opad śniegu nie zwiastował tego, ze dzisiaj mój rower ujrzy światło dzienne. Wracając późnym wieczorem z towarzyskiej nasiadówki brodziłam w białym puchu, po którym dzisiaj rano nie było już śladu, przynajmniej na miejskich chodnikach. Niedzielne słońce promieniejące od świtu było przyczynkiem do zerwania się na nogi i porwania na rowerową przejażdżkę. A co? Czy tylko trzy pory roku w postaci wiosny, lata i złotej pięknej jesieni są odpowiednie na rower? Nie! Każda aura jest dobra, przy odrobinie chęci, samozaparcia i właściwego ubioru. Z naszej dwójki, chęci i samozaparcie dzisiaj były tylko ze mną. Tak też odziałam się nieco cieplej niż zwykle, odkopałam z piwnicznego miszmaszu mojego crossa i pojechałam przed siebie. Czytaj dalej Czasem w słońcu, czasem w śniegu. Rower na niedzielne drugie śniadanie.