Rowerem przez Góry Pieprzowe

Góry Pieprzowe, mimo swej nazwy, to nie wysokie na tysiące czy choćby setki metrów pasma górskie, a niewielkie wzgórza na krawędzi Wyżyny Sandomierskiej osiągające wysokość bezwzględną niespełna 200 m n.p.m. Góry Pieprzowe zwane także Pieprzówkami rozciągają się na kilkukilometrowym odcinku w okolicach Sandomierza, pomiędzy wsiami Kamień Nowy i Kamień Plebański. Obszar Gór Pieprzowych stanowi wysoką krawędź doliny Wisły, poza którą ciągnie się lekko falista równina, opadająca łagodnie ku południowemu wschodowi. Całość tworzy łagodnie wygięty łuk, skierowany swą wypukłością na południe. Czytaj dalej Rowerem przez Góry Pieprzowe

Reklamy

Na zakończenie bieszczadzkiej bajki Chatka Puchatka. Od Berehów na Połoninę Wetlińską

Na zakończenie naszej krótkiej bieszczadzkiej przygody wybrałyśmy przestrzenie i krajobrazy jakie nam serwuje Połonina Wetlińska. Choć właściwie niewielką ich namiastkę, bo nasz plan założył krótką wędrówkę od Berehów (Brzegów Górnych)  do osiągnięcia jakichś 1226 m n.p.m., gdzie znajduje się najwyżej położone schronisko w Bieszczadach – Chatka Puchatka. Czytaj dalej Na zakończenie bieszczadzkiej bajki Chatka Puchatka. Od Berehów na Połoninę Wetlińską

Ucieczka w Bieszczady. Połonina Caryńska. Z dala od politycznej wrzawy.

Kiedy patrzę na odgrywaną w naszym kraju szopkę, i to wcale nie tą Bożonarodzeniową, to żałuję że 25.10.2015r. nie spełniłam swojego obywatelskiego obowiązku.  Z drugiej strony jednak cieszę się, że nie dokonałam żadnego wyboru, bo dzisiaj widzę, że jaki by on nie był, nie byłby tym właściwym. Cóż, październikowa niedziela zamiast wycieczką do wyborczej urny zakończyła się wycieczką w Bieszczady. I to z pewnością był najlepszy z dokonanych wyborów! Czytaj dalej Ucieczka w Bieszczady. Połonina Caryńska. Z dala od politycznej wrzawy.

Droga Pienińska, Szczawnica i Niedzica. Rozstania i powroty.

Dunajec wcinający się w skalne zbocza gór, kolorowa jesień, majaczące w oddali szczyty Tatr, tajemnice pobliskich zamków. Taki obraz Pienin utkwił w mojej pamięci z zeszłorocznego doń wypadu. A do tego wszystkiego ścieżka rowerowa zwana Droga Pienińską, wiodąca przez Przełom Dunajca, po której jazda jesienną porą, to sama przyjemność. Gdy po raz pierwszy ujrzałam tą malowniczą trasę z pokładu tratwy, zazdroszcząc wówczas wszystkim pomykającym tam bikemenom postanowiłam, że sama muszę doświadczyć tej przyjemności. Po niespełna miesiącu udało się. Wróciłam w Pieniny i trasę tę pokochałam od pierwszego przejazdu. Czytaj dalej Droga Pienińska, Szczawnica i Niedzica. Rozstania i powroty.

A za rogiem jesień…

Sierpniowe, popołudniowe słońce sprawia, że rzucam wszystko i idę na rower. Tak było i dzisiaj. I tak sobie myślę, że to dobrze wykorzystywać ostatnie dni lata na sprawy, które sprawiają nam frajdę, a z którymi będziemy musieli się wkrótce rozstać, a przynajmniej ograniczyć ich intensywność. Bo w deszcz i pluchę, śnieg i mróz, też można pojeździć na rowerze, ale czy to przyjemność? Pewnie znajdą się i tacy, co odpowiedzą tak. Ja jednak do nich nie należę. A właśnie dzisiaj, kręcąc sobie 36 kilometrową pętelkę w okolicach miasta i doliny rzeki Kamiennej, wszystko dookoła dawało znak, że jesień już tuż tuż. Czytaj dalej A za rogiem jesień…