W morze łąk

„Miłkiem wyzłocony kraj,
Wstęgą Nidy przekreślony
Na szlak wzywa,wzywa nas,
Dźwiękiem wiślickiego dzwonu”

Zbliża się długi czerwcowy weekend, a prognozy pogody brzmią optymistycznie. A zatem kolejna rowerowa jazda przed nami. Tym razem postanowiliśmy ruszyć w świętokrzyski step – Ponidzie. Kto wie, może i będą kajaki 🙂

Jak się to wszystko zaczęło?

Zupełnie nieoczekiwanie. Jeden rowerowy wypad na moim starym wysłużonym rowerze w moim świętokrzyskim regionie. Był maj 2013r. i pogoda nie sprzyjała rowerowym wycieczkom. No ale skoro przybył kuzyn z Wrocławia, tłucząc się pociągiem i targając ze sobą rower, nie można było odmówić mu rowerowej przejażdżki po regionie. Początkowo nasz plan zakładał trzydniowy wypad, co wtedy mnie trochę przerażało. Deszczowe i mało optymistyczne prognozy pogody na „majówkę” odsunęły jednak ten plan na „innym razem”. Ale z rowerowej, choć krótkiej jednodniowej wycieczki, nie wypadało się wycofać.
Ruszyliśmy zatem przed siebie, posiłkując się atlasem znakowanych szlaków rowerowych województwa świętokrzyskiego, które przyjechały z Wrocławia.  Udaliśmy się w kierunku Bodzechowa, miejscowości która w swej historii  była siedzibą przodków Witolda Gombrowicza. Tak też nazwany jest szlak – im. Witolda Gombrowicza, którego nieznaczną część pokonaliśmy. I mimo nie najlepszej pogody, wycieczka ta przyniosła mi frajdę i estetyczne wrażenia. Polne krajobrazy, wąwozy lessowe, zjazdy i podjazdy. Nie pamiętam ile wówczas pokonaliśmy kilometrów, nie miałam jeszcze licznika, nie korzystałam z żadnej aplikacji monitorującej treningi. Myślę, że było to ok. 50 km. i wtedy było to dla mnie wielkie „wow”.
Przyszedł dzień drugi majowego weekendu. Pogoda dalej nie rozpieszczała, ale postanowiliśmy wyruszyć i tego dnia. Wybraliśmy inny kierunek – nad Wisłę, do znanej mi z młodzieńczych wyjazdów zarobkowych przy zbiorach wiśni, Słupii Nadbrzeżnej. I tym razem wróciłam pełna pozytywnej energii, mimo że w drodze powrotnej przemokliśmy do suchej nitki.
I tak się to wszystko zaczęło.
Moje rowerowe wypady zaczęły nabierać tempa. Za namową bliskich zamieniłam mój stary wysłużony rower na nowy, którym jeżdżę do dziś.

I co było potem?
Jednodniowe wycieczki stały się nieodłącznym wydarzeniem każdego weekendu. Czytaj dalej Jak się to wszystko zaczęło?

moje pierwsze kroki

Witaj. Jeśli tu zajrzałeś to znaczy, że mamy podobne zainteresowania 🙂 Proszę jednak o cierpliwość, jeśli zawiodłeś się brakiem konkretnych wpisów. Dopiero zaczynam przygodę z blogowaniem i opanowuję techniczne tego aspekty.
Już niebawem pojawią się pierwsze moje wpisy o rowerowych wypadach, przygodach, miejscach…

Mam nadzieję, że się nie zraziłeś i zajrzysz tu w przyszłości 😉